Wydrukowano 2018-01-23 21:06:46

Wysłany przez Malina 2009-06-25 00:21:50
Re: Wartości w Strategii Rozwoju Poznania
Ad vocem. Panie Radosławie, nie mogę już słuchać i czytać na temat potencjału miasta. To zupełnie jak z dobrze zapowiadającym się aktorem, który potencjał może i ma, ale jak nie zostanie dobrze obsadzony w wartościowej roli przez dobrego reżysera to skończy w marnej knajpie, rozpamiętując dzieje swojej nieistniejącej kariery. Podobnie jest z naszym miastem. Ciągle słyszę o potencjale, możliwościach, perspektywach, a wszystko to okraszone marzeniami o wspaniałej roli, jaką nasze miasto, Metropolią zwane, ma odgrywać. A jak to się ma do rzeczywistości? W rzeczywistości jesteśmy miastem coraz bardziej prowincjonalnym, które posiada znakomitą, nowoczesną Strategię Rozwoju (odwołuję się do ostatniej opublikowanej i zatwierdzonej wersji) i które nie posiada żadnej koncepcji promowania się w Polsce i w Europie. Prawda jest taka, że o Poznaniu mówi się niewiele i niewielu o nas wie. Od dłuższego czasu obserwuję nieudolne próby pracowników Magistratu i, pewnie, pracujących na ich zlecenie, firm zewnętrznych, które usiłują wymyślić COŚ. To COŚ to jest kampania promocyjna. Myślę, że we współczesnym świecie nie trzeba nikomu tłumaczyć, czym jest inteligentna reklama. Tymczasem z coraz większym zdziwieniem obserwuję najpierw na bilbordach bzdurne pączki, potem kojarzące mi się z tablicami rejestracyjnymi hasło i logo zaczynające się na POZ (na marginesie, już mistrz Rej powiedział, że Polacy nie gęsi i swój język mają, więc widać poznaniacy nawet nie są postrzegani przez autorów kampanii jako owe gęsi), a ostatnio, jak w majakach szaleńca, różnokolorowe słonie. Widać w tym wszystkim przede wszystkim brak koncepcji, a zaraz potem profesjonalizmu. Może, zamiast wydawać krocie na opłacanie urzędników i firm, po prostu ogłosić konkurs dla studentów ASP lub utalentowanych mieszkańców Poznania i dokonać wyboru. Myślę, że efekt byłby zdumiewający dla urzędników z Wydziału Promocji. W ten sposób i reklama byłaby trafna i środki zaoszczędzone, które można by wydać na podupadającą w naszym mieście oświatę, żeby potem nie wstydzić się, że poznańskie dzieci uzyskują coraz niższe wyniki z egzaminów, ponieważ uczą się w coraz gorszych warunkach. Proponuję urzędnikom z działu zajmującego sie promocją, żeby kiedyś wyszli na wycieczkę ze swoim Dyrektorem, przeszli się po Starym Rynku i okolicach (np. ulicą Garbary) i przyjrzeli się cudzoziemcom usiłującym znaleźć coś interesującego w naszym mieście, którzy najpierw widzą dziwy w postaci hałd piachu na centralnym placu miasta, potem idą w kierunku Starego Rynku ulicą, u której wylotu od lat straszy ruina, a po drugiej stronie straszą brudne, niechlujne podcienia, potem znajdują się na pięknym w końcu rynku, na którym nie sposób kupić ciekawych pamiątek, ponieważ straszą budy jak z poprzedniej epoki, w końcu idą znowu brudną ulicą Wielką (no, mogą jeszcze wybrać sąsiednią ulicę pełną zakładów pogrzebowych), aby wreszcie znaleźć sie u wylotu ulicy Wielkiej. I tu, konsternacja... Biedny cudzoziemiec staje bezradny, ponieważ nijak nie może uświadomić sobie, gdzież jest ów reklamowany, opracowywany z taką pieczołowitością od dobrych kilku lat, opłacany sowicie z magistrackiej kasy Szlak Królewsko-Cesarski. No, gdzież on jest?! I tu, panie Radosławie, wracamy do kwestii podstawowej, Poznań potencjał może i ma, ale to tak jak z dobrze zapowiadającym się aktorem. Nic z niego, jeśli nie znajdzie dobrego reżysera.